50 twarzy nie wiadomo czego, czyli jak zrobić dobrą seks-ekranizację

Są takie powieści, które pochłania się z wypiekami na twarzy. Przekartkowuje drżącymi dłońmi strona za stroną, modląc się, żeby tylko nikt postronny nie zauważył CO ja czytam! Bo nie daj Bóg do pokoju wejdzie mama, albo – co gorsza – starsza siostra, której zawinęło się bezcenny wolumin. A potem z tego erotycznego majstersztyku ktoś robi ekranizację. I autor przewraca się w grobie. I my (na kanapie) wraz z nim…

Dla mnie taką literacką seks-inicjacją były Pamiętniki Fanny Hill, wygrzebane z czeluści książkowego regału, zajmującego znaczną część naszego dawnego pokoju. Jak się tam znalazły – nie wiem, ale po tej lekturze nic już w moim życiu nie było takie samo. czytaj dalej