It’s a boy! Czyli dlaczego nie należy ufać lekarzom

Zamarzyły mi się kitki. Malutkie blond ogonki, okalające facjatę o błękitnych jak trójmiejskie morze oczętach. A że w moim przypadku „chcieć” zazwyczaj równa się „mieć już, teraz, zaraz!” zaczęłam wdrażać moje marzenie w życie. Szturmem.

Z mężem poradziłam sobie w miarę szybko, w czym dość pomocna okazała się metoda Konia Trojańskiego (względnie kija i marchewki) – w końcu na coś przydała się moja niespełniona miłość do Orlando Blooma. Generalnie wszystko szło jak z płatka, dopóki na drodze do usianej różowymi kucykami pony przyszłości nie stanęła ona, profesjonalna Pytia. Dla przyjaciół Kary aka Starsza Siostra 🙂 czytaj dalej

Wesołe (słomiane) wdówki – część 1

Agu: Pan Mąż od początku roku będzie zapitalał do Najbliższego Większego Miasta i wracał li i jedynie na łikendy.

Kary: Co Ty nie powiesz – wypisz wymaluj jak Twój Ulubiony Szwagier. Tylko ten się wycwanił, wybywa do Miasta S., całe 300 km dalej. czytaj dalej

Dlaczego warto mieć w domu zwierzę?

Wcale nie jest prawdą, że byłam prowodyrem każdego zwierzęcego zamieszania. Po prostu uważam, że dzieci lepiej się chowają w towarzystwie milusińskich. I jak ktoś pyta, dlaczego warto mieć w domu zwierzę, to tylko zadaję kolejne pytanie: pies? kot? a może wężyk?

No co ja na to poradzę, że wszelkie stworzenia żywe (i mniej żywe też) pchają mi się same w ręce? Tak jak było z tym kretem (zwykłym, polskim kretem, nie Jarosławem). Miałam może ze 4 lata, nie więcej. I hopla na punkcie psów. Latałam za nimi jak dzika po całej wsi – akurat były wakacje. No i pech chciał, że pies tego nieszczęsnego kreta wykopał w ogródku u dziadków. czytaj dalej

Pieskie życie, czyli od czego jest starsza siostra

Prowodyrem wszelkiego zwierzęcego zamieszania w naszym rodzinnym życiu zawsze była Kary. To ona przytargała do domu kreta i uparła się, że będzie z nim spała. To ona spędzała więcej czasu w stajni i na pastwisku niż w domu, a raz nawet udało jej się zasnąć w psiej budzie. To ona przyprawiała wszystkich o zawał swoimi postępowymi pomysłami, przecierając mi szlaki i uklepując grunt. A ja – jak ta papuga – bez zastanowienia pakowałam się w to samo szambo. Ale zawsze mogłam zwalić winę na zły przykład. Bo w końcu od czego jest starsza siostra?

W ogóle ta instytucja starszej siostry była dla mnie niesłychanie wygodna. Wyrobiła opinię w wymarzonym liceum (bo „przecież siostrzyczka naszej Karolinki, nie może się źle uczyć…„), przetestowała wszelkie możliwe metody wychowawcze na mężu… Potem na dzieciach… czytaj dalej