Obozowe love, czyli romantyczne przygody siostry młodszej

Przyznaję, serce zawsze miałam pojemne (podobnie jak żołądek, ale o tym kiedy indziej). Podczas gdy Kary z uporem maniaka sprowadzała do domu kolejne czworonogi, ja namiętnie kolekcjonowałam obozowe trofea.

Na pierwszą kolonię rodzice wysłali mnie, kiedy miałam dziewięć lat. Dwa tygodnie nad morzem. To właśnie tam, na lśniących parkietach największego kurortu w Ustroniu Morskim, w rytm Freddy’ego Mercury i We are the champions kołysałam się w czułych objęciach pierwszego amanta. Po amancie pozostał młodzieńczy zawrót głowy. Po Freddym – WPM. Wielka Prawdziwa Miłość. Do Queen oczywiście. czytaj dalej