It’s a boy! Czyli dlaczego nie należy ufać lekarzom

Zamarzyły mi się kitki. Malutkie blond ogonki, okalające facjatę o błękitnych jak trójmiejskie morze oczętach. A że w moim przypadku „chcieć” zazwyczaj równa się „mieć już, teraz, zaraz!” zaczęłam wdrażać moje marzenie w życie. Szturmem.

Z mężem poradziłam sobie w miarę szybko, w czym dość pomocna okazała się metoda Konia Trojańskiego (względnie kija i marchewki) – w końcu na coś przydała się moja niespełniona miłość do Orlando Blooma. Generalnie wszystko szło jak z płatka, dopóki na drodze do usianej różowymi kucykami pony przyszłości nie stanęła ona, profesjonalna Pytia. Dla przyjaciół Kary aka Starsza Siostra 🙂 czytaj dalej

Wesołe (słomiane) wdówki – część 1

Agu: Pan Mąż od początku roku będzie zapitalał do Najbliższego Większego Miasta i wracał li i jedynie na łikendy.

Kary: Co Ty nie powiesz – wypisz wymaluj jak Twój Ulubiony Szwagier. Tylko ten się wycwanił, wybywa do Miasta S., całe 300 km dalej. czytaj dalej

50 twarzy nie wiadomo czego, czyli jak zrobić dobrą seks-ekranizację

Są takie powieści, które pochłania się z wypiekami na twarzy. Przekartkowuje drżącymi dłońmi strona za stroną, modląc się, żeby tylko nikt postronny nie zauważył CO ja czytam! Bo nie daj Bóg do pokoju wejdzie mama, albo – co gorsza – starsza siostra, której zawinęło się bezcenny wolumin. A potem z tego erotycznego majstersztyku ktoś robi ekranizację. I autor przewraca się w grobie. I my (na kanapie) wraz z nim…

Dla mnie taką literacką seks-inicjacją były Pamiętniki Fanny Hill, wygrzebane z czeluści książkowego regału, zajmującego znaczną część naszego dawnego pokoju. Jak się tam znalazły – nie wiem, ale po tej lekturze nic już w moim życiu nie było takie samo. czytaj dalej

Let’s watch a movie! Albo trzy błędy, które można popełnić, dając facetowi wolną rękę

Pewnego zimowego wieczoru, siedząc na kanapie i obgryzając paznokcie, spojrzałam na moją siostrę i rzuciłam od niechcenia: Przeczytałabym jakiś dobry kryminał. Taki wiesz, jak „Pies Baskervillów” czy „Dziesięciu Murzynków”. Człowiek się boi potem iść do toalety, a co dopiero zasnąć… Młoda spojrzała na mnie z błyskiem w oku, rzuciła spojrzeniem na biblioteczkę stojącą w kącie pokoju i z rozczarowaniem w głosie stwierdziła: Ale my to wszystko już czytałyśmy!

W zasadzie miała nawet rację. Większość książek znajdujących się w domowej biblioteczce miałyśmy przerobione. Wieczór zapowiadał się smętnie. Żadnej z nas nie chciało się iść do sklepu, o bibliotece nie wspominając. I wtedy mój Mąż zaproponowałto może obejrzymy film? Mam tu taki fajny, zobaczcie… czytaj dalej

Jak wpaść to tylko z własnym mężem, czyli jak osiągnąć w życiu to, czego się chce

Pamiętam jak dziś pewne zimowe studenckie popołudnie, gdy w oczekiwaniu na pociąg relacji Wrocław-Opole, jak gdyby od niechcenia omawiałyśmy z przyjaciółką najświeższe sprawy sercowe. I równie dobrze pamiętam na wpół ironiczną konkluzję tejże: „O rany, będziesz miała męża aktora!”. czytaj dalej

Obozowe love, czyli romantyczne przygody siostry młodszej

Przyznaję, serce zawsze miałam pojemne (podobnie jak żołądek, ale o tym kiedy indziej). Podczas gdy Kary z uporem maniaka sprowadzała do domu kolejne czworonogi, ja namiętnie kolekcjonowałam obozowe trofea.

Na pierwszą kolonię rodzice wysłali mnie, kiedy miałam dziewięć lat. Dwa tygodnie nad morzem. To właśnie tam, na lśniących parkietach największego kurortu w Ustroniu Morskim, w rytm Freddy’ego Mercury i We are the champions kołysałam się w czułych objęciach pierwszego amanta. Po amancie pozostał młodzieńczy zawrót głowy. Po Freddym – WPM. Wielka Prawdziwa Miłość. Do Queen oczywiście. czytaj dalej

Dlaczego warto mieć w domu zwierzę?

Wcale nie jest prawdą, że byłam prowodyrem każdego zwierzęcego zamieszania. Po prostu uważam, że dzieci lepiej się chowają w towarzystwie milusińskich. I jak ktoś pyta, dlaczego warto mieć w domu zwierzę, to tylko zadaję kolejne pytanie: pies? kot? a może wężyk?

No co ja na to poradzę, że wszelkie stworzenia żywe (i mniej żywe też) pchają mi się same w ręce? Tak jak było z tym kretem (zwykłym, polskim kretem, nie Jarosławem). Miałam może ze 4 lata, nie więcej. I hopla na punkcie psów. Latałam za nimi jak dzika po całej wsi – akurat były wakacje. No i pech chciał, że pies tego nieszczęsnego kreta wykopał w ogródku u dziadków. czytaj dalej

Pieskie życie, czyli od czego jest starsza siostra

Prowodyrem wszelkiego zwierzęcego zamieszania w naszym rodzinnym życiu zawsze była Kary. To ona przytargała do domu kreta i uparła się, że będzie z nim spała. To ona spędzała więcej czasu w stajni i na pastwisku niż w domu, a raz nawet udało jej się zasnąć w psiej budzie. To ona przyprawiała wszystkich o zawał swoimi postępowymi pomysłami, przecierając mi szlaki i uklepując grunt. A ja – jak ta papuga – bez zastanowienia pakowałam się w to samo szambo. Ale zawsze mogłam zwalić winę na zły przykład. Bo w końcu od czego jest starsza siostra?

W ogóle ta instytucja starszej siostry była dla mnie niesłychanie wygodna. Wyrobiła opinię w wymarzonym liceum (bo „przecież siostrzyczka naszej Karolinki, nie może się źle uczyć…„), przetestowała wszelkie możliwe metody wychowawcze na mężu… Potem na dzieciach… czytaj dalej

Czy ty wiesz, co robisz – czyli jak, po co i dlaczego zakłada się bloga?

Popatrzyłam na wiadomość od mojej siostry z lekką zgrozą. Fakt, pytanie o bloga zadałam ja. Ale zrobiłam to dla jaj – trochę mi się nudziło. A ona od razu nakręciła się, jak szczerbaty na suchary. Miałam ochotę nią potrząsnąć i zawołać: czy ty wiesz, co robisz?

Kary: Czy Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, z czym to się wiąże i dlaczego zakłada się bloga? Heloł, ja ŻARTOWAŁAM!

Agu: Nie bądź świnia, może fajnie wyjść. W najgorszym wypadku zrobimy z siebie idiotki. Nie pierwszy raz, więc co Ci zależy? W końcu będziemy miały coś swojego! czytaj dalej

Let’s make a blog, czyli witajcie w naszym świecie!

Zakładanie bloga

Bilp, bilp… Mój fejsbuk zamigotał upierdliwie, a telefon rozdzwonił się masą dziwnych powiadomień, odrywając mnie od rozmyślań nad marnym losem tłumacza przed deadlinem. Im bardziej starałam się go zignorować, tym natarczywiej dzwonił, doprowadzając moje skołatane nerwy do szału.

Kary: A może by tak połączyć siły i wymyślić jakiś wspólny projekt blogowy? Może coś parentingowego? To jest zawsze na czasie. Ty masz znajomych, co się zaraz zaczną mnożyć na potęgę, a ja mogę robić fajne foty pod to 🙂

ok-lets-do-it

Agu: Raczej chyba jakiś lifestyle? Taki z dwóch perspektyw. czytaj dalej