It’s a boy! Czyli dlaczego nie należy ufać lekarzom

Zamarzyły mi się kitki. Malutkie blond ogonki, okalające facjatę o błękitnych jak trójmiejskie morze oczętach. A że w moim przypadku „chcieć” zazwyczaj równa się „mieć już, teraz, zaraz!” zaczęłam wdrażać moje marzenie w życie. Szturmem.

Z mężem poradziłam sobie w miarę szybko, w czym dość pomocna okazała się metoda Konia Trojańskiego (względnie kija i marchewki) – w końcu na coś przydała się moja niespełniona miłość do Orlando Blooma. Generalnie wszystko szło jak z płatka, dopóki na drodze do usianej różowymi kucykami pony przyszłości nie stanęła ona, profesjonalna Pytia. Dla przyjaciół Kary aka Starsza Siostra 🙂 czytaj dalej

50 twarzy nie wiadomo czego, czyli jak zrobić dobrą seks-ekranizację

Są takie powieści, które pochłania się z wypiekami na twarzy. Przekartkowuje drżącymi dłońmi strona za stroną, modląc się, żeby tylko nikt postronny nie zauważył CO ja czytam! Bo nie daj Bóg do pokoju wejdzie mama, albo – co gorsza – starsza siostra, której zawinęło się bezcenny wolumin. A potem z tego erotycznego majstersztyku ktoś robi ekranizację. I autor przewraca się w grobie. I my (na kanapie) wraz z nim…

Dla mnie taką literacką seks-inicjacją były Pamiętniki Fanny Hill, wygrzebane z czeluści książkowego regału, zajmującego znaczną część naszego dawnego pokoju. Jak się tam znalazły – nie wiem, ale po tej lekturze nic już w moim życiu nie było takie samo. czytaj dalej

Szpilkowe recenzje: Kurort Amnezja

W środku zimy do nadmorskiej miejscowości przyjeżdża pogrążona w żałobie Wanda. Czego szuka w opustoszałych Brzegach o tej porze roku? Spokoju? Ukojenia? A może zemsty na innej kobiecie, którą obwinia o wszystkie nieszczęścia? Sęk w tym, że ta druga nie jest świadoma swoich występków – nie pamięta nie tylko Wandy, ale i całego swojego życia.

Już w trakcie lektury planowałam napisać, że Kurort Amnezja jest to najsłabsza powieść autorki, jednak zdałam sobie sprawę, że po prostu źle do niej podchodzę. Z reguły nie czytam opisów z tyłu książek, żeby nie sugerować się zajawką i nie psuć sobie przyjemności z samodzielnego odkrywania wydarzeń. Dlatego też założyłam, że będzie to kryminał, podobnie jak Kobieta bez twarzy. Nic bardziej mylnego.
czytaj dalej

Jak wpaść to tylko z własnym mężem, czyli jak osiągnąć w życiu to, czego się chce

Pamiętam jak dziś pewne zimowe studenckie popołudnie, gdy w oczekiwaniu na pociąg relacji Wrocław-Opole, jak gdyby od niechcenia omawiałyśmy z przyjaciółką najświeższe sprawy sercowe. I równie dobrze pamiętam na wpół ironiczną konkluzję tejże: „O rany, będziesz miała męża aktora!”. czytaj dalej

Obozowe love, czyli romantyczne przygody siostry młodszej

Przyznaję, serce zawsze miałam pojemne (podobnie jak żołądek, ale o tym kiedy indziej). Podczas gdy Kary z uporem maniaka sprowadzała do domu kolejne czworonogi, ja namiętnie kolekcjonowałam obozowe trofea.

Na pierwszą kolonię rodzice wysłali mnie, kiedy miałam dziewięć lat. Dwa tygodnie nad morzem. To właśnie tam, na lśniących parkietach największego kurortu w Ustroniu Morskim, w rytm Freddy’ego Mercury i We are the champions kołysałam się w czułych objęciach pierwszego amanta. Po amancie pozostał młodzieńczy zawrót głowy. Po Freddym – WPM. Wielka Prawdziwa Miłość. Do Queen oczywiście. czytaj dalej

Gdzie diabeł nie może, tam Nastię pośle, czyli kryminalny świat Aleksandry Marininy #2

Przeciętna, pospolita twarz, jakich dziesiątki mijamy codziennie w drodze do pracy. Mało wyraziste oczy bez śladu makijażu. Wyblakłe, popielate włosy, spięte byle jak w koński ogon. Na nogach wytarte jeansy i znoszone adidasy, a w dłoni obowiązkowy papieros. Kto kryje się pod tą niepozorną aparycją? Surowa urzędniczka, drapieżna dziennikarka czy też niespełniona artystka? A może ktoś o wiele bardziej niebezpieczny?

Ciasny urzędniczy gabinet. Skromny, ascetyczny wystrój, charakterystyczny dla większości moskiewskich biurowców. Jednak nie dajcie się zwieść pozorom. Wystarczy, by na środku stało biurko, a na nim dziesiątki starannie zapisanych arkuszy, mocna kawa i paczka papierosów. Nic więcej nie potrzeba. W tym hermetycznym, policyjnym mikroświecie major Nastia Kamieńska może w pełni oddać się swojej największej pasji – pracy analitycznej. czytaj dalej

Moskwa noir, czyli kryminalny świat Aleksandry Marininy #1

Pietrowka. Malownicza ulica w ścisłym centrum Moskwy. W samym środku tego wiekowego zakątka znajduje się jednak miejsce, które mieszkańcy stolicy wolą obchodzić szerokim łukiem. Zwłaszcza, jeśli mają coś na sumieniu. Pod magicznym numerem 38 mieści się bowiem rosyjski GUWD – Główny Urząd Spraw Wewnętrznych. A w jego murach ukrywa się największy postrach przestępczego półświatka – major Anastazja Kamieńska, literackie alter ego autorki.

Wszystko zaczęło się w latach dziewięćdziesiątych, od Kolacji z zabójcą. Dziś Aleksandra Marinina, autorka cyklu ponad czterdziestu powieści detektywistycznych, uznawana jest za niekwestionowaną królową rosyjskiego kryminału. Wraz z Borysem Akuninem wykreowała ona modę na gatunek, który na Wschodzie wciąż jeszcze uważany jest za formę pośrednią między literaturą piękną, a bulwarowym czytadłem. czytaj dalej

Pieskie życie, czyli od czego jest starsza siostra

Prowodyrem wszelkiego zwierzęcego zamieszania w naszym rodzinnym życiu zawsze była Kary. To ona przytargała do domu kreta i uparła się, że będzie z nim spała. To ona spędzała więcej czasu w stajni i na pastwisku niż w domu, a raz nawet udało jej się zasnąć w psiej budzie. To ona przyprawiała wszystkich o zawał swoimi postępowymi pomysłami, przecierając mi szlaki i uklepując grunt. A ja – jak ta papuga – bez zastanowienia pakowałam się w to samo szambo. Ale zawsze mogłam zwalić winę na zły przykład. Bo w końcu od czego jest starsza siostra?

W ogóle ta instytucja starszej siostry była dla mnie niesłychanie wygodna. Wyrobiła opinię w wymarzonym liceum (bo „przecież siostrzyczka naszej Karolinki, nie może się źle uczyć…„), przetestowała wszelkie możliwe metody wychowawcze na mężu… Potem na dzieciach… czytaj dalej

Let’s make a blog, czyli witajcie w naszym świecie!

Zakładanie bloga

Bilp, bilp… Mój fejsbuk zamigotał upierdliwie, a telefon rozdzwonił się masą dziwnych powiadomień, odrywając mnie od rozmyślań nad marnym losem tłumacza przed deadlinem. Im bardziej starałam się go zignorować, tym natarczywiej dzwonił, doprowadzając moje skołatane nerwy do szału.

Kary: A może by tak połączyć siły i wymyślić jakiś wspólny projekt blogowy? Może coś parentingowego? To jest zawsze na czasie. Ty masz znajomych, co się zaraz zaczną mnożyć na potęgę, a ja mogę robić fajne foty pod to 🙂

ok-lets-do-it

Agu: Raczej chyba jakiś lifestyle? Taki z dwóch perspektyw. czytaj dalej