It’s a boy! Czyli dlaczego nie należy ufać lekarzom

Zamarzyły mi się kitki. Malutkie blond ogonki, okalające facjatę o błękitnych jak trójmiejskie morze oczętach. A że w moim przypadku „chcieć” zazwyczaj równa się „mieć już, teraz, zaraz!” zaczęłam wdrażać moje marzenie w życie. Szturmem.

Z mężem poradziłam sobie w miarę szybko, w czym dość pomocna okazała się metoda Konia Trojańskiego (względnie kija i marchewki) – w końcu na coś przydała się moja niespełniona miłość do Orlando Blooma. Generalnie wszystko szło jak z płatka, dopóki na drodze do usianej różowymi kucykami pony przyszłości nie stanęła ona, profesjonalna Pytia. Dla przyjaciół Kary aka Starsza Siostra 🙂

Agu: Jak długo można wisieć na tym kiblu? Chyba sobie przytargam tu materac.

Kary: Cierp ciało skoroś chciało! Jak już tam siedzisz w tej łazience to zrób nam zdjęcie brzucha. Potwory chcą zobaczyć kuzyna!

Agu: Co najwyżej mogą podejrzeć kuzynkę!

Kary: Ej, nie bądź sknera, brakuje nam jeszcze kilku chłopa do drużyny siatkarskiej…

Agu: My celujemy w sekcję cheerleaders!

Kary: Oj tam, oj tam.

Nabór do sekcji potwierdził się jednak podczas usg kolejno w 12., 20. i 26. tygodniu. Dzięki uprzejmości położnych i doktora, co i rusz podglądałam bezwstydnie Dziedziczkę, w myślach kupując różową kołyskę, malując pokój w motywy z Krainy Lodu i nucąc do znudzenia Mam tę moc!.

I na nic się zdały dobre rady mamy, teściowej i kobiet wszelakich, żeby się zawczasu nie nastawiać. Ja się nie nastawiałam. Ja WIEDZIAŁAM, że tam w środku pomieszkuje właścicielka blond kitek. Dlatego w każdej wolnej chwili ćwiczyłam na sobie tryliardy wariacji na temat warkoczyków. A Kary z uporem maniaka powtarzała, że lepiej byłoby ćwiczyć nazwy pokemonów.

szpilki w eterze

Kary: I jak tam dziś mój siostrzeniec?

Agu: S-I-O-S-T-R-Z-E-N-I-C-A!

Kary: A widziałaś wyraźnie, że nic TAM nie ma?

Agu: No nie, odwraca się do mnie tyłkiem. Ale doktor powiedział, że to na pewno dziewczynka. W innym wypadku byłby to najdziwniejszy chłopiec na świecie.

Kary: No tak, przyszły aktor! 😀

W tak zwanym „międzyczasie” udało nam się szczęśliwie z Panem Mężem odebrać mieszkanie, nie ubić się wzajemnie przy jego wykańczaniu (tylko jeden wieczór Pan Mąż spędził zamknięty na balkonie) i spłodzić pseudo-parapetówę, na którą oczywiście zaprosiłam siostrę.

Agu: Tu jest sypialnia, tu salon, a tu pokój Dziedziczki…

Kary: Weź go od razu pomaluj na niebiesko, co będziesz potem na gwałt przemalowywać.

Zęby zgrzytnęły mi same, zmęłłam w ustach przekleństwo i poszłam parzyć kawę. Złośliwie nasypałam jej cukru i zalałam mlekiem, wiedząc, że moja siostra toleruje li i jedynie kawę saute. Przy okazji pochwaliłam się naszym ukochanym dzieckiem kuchennym – ścianą pomalowaną kredową farbą, na której Pan Mąż zostawiał mi wiadomości, kiedy wyjeżdżał.

szpilki w eterze

Trzy godziny później zostałam sama z Dziedziczką. Sprzątając kuchenny pierdolnik zauważyłam na wspomnianej ścianie napis, który jak memento wbił się w moją głowę:

I dbaj o mojego SIOSTRZEŃCA!

W końcu nadszedł grudzień – czas przedświąteczny – a wraz z nim strategiczne usg w 31. tygodniu. Strategiczne nie tylko ze względu na potencjalny poród, ale również z przyczyn bardziej przyziemnych – szał zakupów okołoporodowych. Mimo, subtelnie mówiąc, obłych kształtów, biegałam po mieście tryskając entuzjazmem i marząc, żeby Dziedziczka ostatecznie dała mi zielone światło i pozwoliła zasypać się pięćdziesięcioma odcieniami… różu.

expecting-1400878_1920

Zaaferowana wizją świata w różowych okularach wpadłam radośnie do doktora, od progu informując, że dzisiaj to już musimy tę oczywistą oczywistość potwierdzić. A doktor ochoczo zabrał się do dzieła.

I gdzieś pomiędzy jednym biciem mikroserduszka a drugim (a w sumie między jednym kolanem a drugim) usłyszałam zdanie, które sprawiło, że musiałam te moje różowe okulary jak najszybciej zdjąć. „Wie pani – zaczął lekarz dość delikatnie. – Z tą płcią to tak czasem śmiesznie bywa. Widzi to pani, prawda?No cóż, trudno było TEGO nie widzieć!

Agu: Jesteś wredną czarownicą!

Kary: Pff, jakbyś nie wiedziała. Powiedz lepiej, co robisz.

Agu: Kupuję skarpetki z autkami<3

 vietnam-1578393_1280
  • haha…no nawet dzisiaj czasami tak się zdarza 😉

  • Ha ha, świetne! <3 …Czyli jednak kompletujecie męską drużynę siatkarską 😉