Let’s watch a movie! Albo trzy błędy, które można popełnić, dając facetowi wolną rękę

Pewnego zimowego wieczoru, siedząc na kanapie i obgryzając paznokcie, spojrzałam na moją siostrę i rzuciłam od niechcenia: Przeczytałabym jakiś dobry kryminał. Taki wiesz, jak „Pies Baskervillów” czy „Dziesięciu Murzynków”. Człowiek się boi potem iść do toalety, a co dopiero zasnąć… Młoda spojrzała na mnie z błyskiem w oku, rzuciła spojrzeniem na biblioteczkę stojącą w kącie pokoju i z rozczarowaniem w głosie stwierdziła: Ale my to wszystko już czytałyśmy!

W zasadzie miała nawet rację. Większość książek znajdujących się w domowej biblioteczce miałyśmy przerobione. Wieczór zapowiadał się smętnie. Żadnej z nas nie chciało się iść do sklepu, o bibliotece nie wspominając. I wtedy mój Mąż zaproponowałto może obejrzymy film? Mam tu taki fajny, zobaczcie…

Nigdy nie wierz facetowi!

nie wierz facetowi

Przyklasnęłyśmy pomysłowi obie. Otwarte wino, popcorn, rozłożona kanapa w salonie – co by nie trzeba było za daleko latać, jak kogoś sen zmorzy. Czego nam wiecej było trzeba do szczęścia? Zdałyśmy się na Pana Męża i pozwoliłyśmy mu włączyć film.

I to był błąd! 

 

Agu: Co nam przyszło do głowy, żeby zostawić decyzję Wojciechowi… Jakby nam ktoś chwilowo wyłączył mózgi!

Kary: Mówisz, jakby na co dzień pracowały na wyższych obrotach 😀

Ale ewidentnie coś z tymi mózgami było na rzeczy. Mąż bowiem, znając moje gusta czytelnicze i filmowe, załączył coś, czego kompletnie się nie spodziewałyśmy – hiszpański horror! Doprawdy, nie wiem, co mu strzeliło do głowy. Już sam tytuł powinien wzbudzić naszą czujność – SierociniecJednak, otumanione nieco winem, nie zwróciłyśmy na niego uwagi.

popcorn do filmu

To był błąd numer dwa!

Pół godziny później kuliłyśmy się na kanapie z plecami opartymi o ścianę i nogami wysoko podciągniętymi pod brodę. Licząc, że nam to w czymś pomoże zawinęłśmy się szczelnie w koc, tuląc się do siebie i trzęsąc się ze strachu. A Mąż natomiast, zamiast służyć bezpiecznym męskim ramieniem, względnie inną BEZPIECZNĄ częścią ciała… pękał ze śmiechu i – jakby tego było mało – wyłączył światło!

I to był trzeci błąd!

Sierociniec nami wstrząsnął. Wyobraźcie sobie tę scenę: zima, ciemno w cholerę, ogromne łóżko i my dwie kulące się ze strachu. A w tle film o małych wymordowanych dzieciach. I kilkuletnim chłopcu, otoczonym przez zjawy w domu, który miał być dla niego azylem.

Groza trzymała nas do białego rana, kiedy to Mąż – potykając się o nasze skostniałe w czułych objęciach (ze)zwłoki – wybuchnął histerycznym śmiechem. Zdaje się, że Młoda nawet poprzysięgła zemstę, strasząc go swoim obecnym Małżonkiem (wtedy bodaj jeszcze kandydatem), ale na Mężu mym nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Co i rusz doprowadzał nas do palpitacji, stwierdzając ni stąd ni z owąd: o, stoi za wami!

sierociniec horror hiszpański
Źródło

Nigdy więcej hiszpańskich horrorów! 

Nigdy więcej nie pozwolę facetowi wybrać filmu na wieczór! Zwłaszcza na długi, ciemny, zimowy wieczór!

Kary: Podobnie wrobił mnie ostatnio – za moją zgodą zapuścił The Fall… a potem w środku nocy okazało się, że jestem jedynym ratunkiem dla psa, chcącego wyjść na spacer. Brrr..

Agu: Człowiek się nigdy nie nauczy! Ale i tak najgorszym horrorem, jaki nam zgotował był seans 50 twarzy Greya!

O tak, (z)groza pełną gębą…