Jak wpaść to tylko z własnym mężem, czyli jak osiągnąć w życiu to, czego się chce

Pamiętam jak dziś pewne zimowe studenckie popołudnie, gdy w oczekiwaniu na pociąg relacji Wrocław-Opole, jak gdyby od niechcenia omawiałyśmy z przyjaciółką najświeższe sprawy sercowe. I równie dobrze pamiętam na wpół ironiczną konkluzję tejże: „O rany, będziesz miała męża aktora!”.

Agu: Zapomniała tylko dodać, że teatralnego.

Kary: I z doskoku.

Agu: No dobra, tego mogła jeszcze nie wiedzieć. W końcu byliśmy przed pierwszą randką 😀

Ja natomiast nie wiedziałam czy męża-aktora chcę. Zwłaszcza, że ze sztuką przeważnie było mi nie po drodze. Z artystami również. Lekarz, informatyk – to rozumiem. Ale aktor? Z czym to się je? Na dodatek egzemplarz trafił się wyjątkowo uparty (żal mi go, ale co zrobić – widziały gały, co brały).

argument-238529_1920

Żeby nie było – też wspięłam się na wyżyny kompromisów. Zmuszona byłam zrewidować światopogląd i odnaleźć w sobie głęboko zakopane poczucie twórczej estetyki. I przemóc awersję do Star Warsów… A że umysł mam raczej zadaniowy, postanowiłam kuć żelazo póki gorące, łapać chwilę, chwytać okazję i byka za rogi, w skrócie – wziąć sprawy w swoje ręce.

Agu: Indoktrynację rozpoczęłam jeszcze w stanie panieńskim.

Kary: I słusznie. Wszak nie od dzisiaj wiadomo, że wychowywanie dz… męża, to proces żmudny i pracochłonny…

Agu: I rozciągnięty w czasie.

Kary: No ba! Zobacz jak długo czekałam na psa!

Adaptację męża do nowej rzeczywistości (no, wtedy jeszcze kandydata, ale nie zawracajmy sobie głowy terminologią) rozpoczęłam od kwestii mieszkaniowych. Najpierw subtelnie, anektując półkę w pokoju, później cały pokój, aż w końcu zażyczyłam sobie osobnego lokum. Nie była to w sumie aż tak nieuzasadniona potrzeba, zwłaszcza odkąd w sąsiednim pokoju zamieszkało pół tuzina Hindusów. Nawiasem mówiąc, ciekawa sprawa – formalnie było ich dwóch, a w praktyce… Wisznu jeden wie. Nie żebym miała coś przeciwko. Fakt interesował mnie w aspekcie czysto technicznym – pokój miał 7 metrów kwadratowych!!!

boot-tick-1033641_1920

Gdy już uporaliśmy się z kwestią przestrzeni, przyszła pora na kolejne ważkie pytanie…

Agu: No to jest ta BIG LOVE czy jej nie ma? No bo ja bym chciała wiedzieć na czym stoję.

Kary: Pewnikiem na podłodze. A co, śpieszy Ci się gdzieś?

Agu: No ja nie mówię, że musimy od razu formalizować związek, ale mógłby się chłopak określić!

Zmotywowany mniej (Kary) lub bardziej (wiadomo…) dyskretnie chłopak określił się iście po królewsku. To, nawiasem mówiąc, kolejna zabawna historia, ale zostawię ją na kiedy indziej. Zdradzę Wam tylko, że świetnie pasowałby do niej tytuł: „Zaręczyny po Żołyńsku albo krótka przypowieść o szambiarce”. Działo się! W każdym razie, we względnej sielance przetrwaliśmy cały… miesiąc!

couple-731890_1920

Kary: A potem z nudów zaczęły ci przychodzić do głowy głupie pomysły.

Agu: No bo ej… Dom był, deklaracje były, przyszła pora na… potomstwo…

Kary: Za dużo się naoglądałaś moich Potworów! I kotów… Patyczaków chyba wtedy jeszcze nie było.

Fakt, najbardziej zazdrościłam siostrze jej pięknych czworonogów. Bo co by nie mówić, ale prezencję to te kocice mają. Szczegół, że jedna neurotyczna, a druga lekko… nie tego, ale wyglądają jak milion dolców. No i oczywiście MUSIAŁAM takie mieć. Na początku jedną, cudowną dachową Nutkę. Mąż zakochał się w niej na zabój i w tym amoku na chwilę stracił czujność. A ja oczywiście trzymałam rękę na kocim pulsie, no bo skoro Kary miała dwie…

kitten-1647036_1920

Kary: Ha ha, pamiętam jak ci tę drugą w zimie wiozłam przez pół Polski. Dostała histerii jak wyjrzała przez szybę. Potem przez pół dnia siedziała za pralką.

Agu: Zostało jej to do dzisiaj. Na każdym rondzie drze się, jakby jej ktoś nogi z tyłka wyrywał.

Kary: A żebyś widziała jej poprzednie lokum… Z dziesięć psów, dwa razy tyle kotów i do tego ta baba… Włos rozwiany, gogle jak Stępień, w jednej ręce faja, a w drugiej szklanka z fusami. Pomyślałam sobie: „Jak nic, my za 20 lat”.

Nie podzieliłam się tą malowniczą wizją z mężem. Postanowiłam oszczędzić jego aktorskie nerwy. A że kocice chwilowo zaspokajały z nawiązką mój instynkt macierzyński, na jakiś czas przyczaiłam się z kolejnymi zachciankami. Jednak pech męża chciał, że wkrótce po studiach zaczęłam pracę w placówce, w której dzieci można niemalże liczyć na metry.

gummibar-1618074_1920

Kary: A Tobie zachciało się ciepła domowego ogniska.

Agu: Własnego ogniska.

Kary: I mojego siostrzeńca.

Agu: Siostrzenicy!

Kary: Założymy się?

A no właśnie…

 

  • Janusz Papaj

    so … jeśli dobrze ogarniam to … mąż (facet) ma do odegrania trzy nomen omen … role … ma przejść skomplikowaną procedurę kredytową (o „wiarygodności” nie wspomnę – w końcu on ma zarabiać a nie oszczędzać, jak mawiał Wasz dziadek), ma dopiąć swego w pozycji horyzontalnej (lub nie horyzontalnej – nie ograniczajmy się bez sensu) w celu otrzymania potomka (ów), który skutecznie wyprze go z Waszego życia a na pociechę ma zostać miłośnikiem fauny wszelkiej maści i ubarwienia (o czym marzył od urodzenia)?
    nic nie pominąłem?
    bo my to chcemy tylko jeść i … (nie koniecznie w tej kolejności)
    chyba już czas na blog’a „bicepsy-w-intermęcie” …
    Wasz na zawsze
    jwp