Pieskie życie, czyli od czego jest starsza siostra

Prowodyrem wszelkiego zwierzęcego zamieszania w naszym rodzinnym życiu zawsze była Kary. To ona przytargała do domu kreta i uparła się, że będzie z nim spała. To ona spędzała więcej czasu w stajni i na pastwisku niż w domu, a raz nawet udało jej się zasnąć w psiej budzie. To ona przyprawiała wszystkich o zawał swoimi postępowymi pomysłami, przecierając mi szlaki i uklepując grunt. A ja – jak ta papuga – bez zastanowienia pakowałam się w to samo szambo. Ale zawsze mogłam zwalić winę na zły przykład. Bo w końcu od czego jest starsza siostra?

W ogóle ta instytucja starszej siostry była dla mnie niesłychanie wygodna. Wyrobiła opinię w wymarzonym liceum (bo „przecież siostrzyczka naszej Karolinki, nie może się źle uczyć…„), przetestowała wszelkie możliwe metody wychowawcze na mężu… Potem na dzieciach…

Nie mówiąc już o tym, że w konkursie na Your first seven jobs wygrałaby grand prix i jeszcze trafiła do profesjonalnej Księgi Rekordów Guinessa (jeśli takowa by istniała). Bo kto, jak nie filolog-germanista potrafi opchnąć rosyjskiej parze pricepku i to jeszcze z prowizją?

Słowem, jak trwoga, to do starszej siostry. Jak głupie pomysły – tylko z nią. I nie dajcie się zwieść poprzednim wpisom. Blogowa inicjatywa nie należała do mnie. Okej, może zapalam się do nowości jak choinka na Boże Narodzenie, może wprowadzam wszechogarniający chaos, ale od incjatyw jest ss-woman!sisters-1328070_1920

Tak też było ze wszystkimi naszymi czworonogami. Pierwszego psa rodzice przełknęli w miarę spokojnie. Albo tak wyglądają moje idylliczne wspomnienia z tego okresu. Pech chciał, że najsłodszy szczeniak świata nie przetrwał w naszej rodzinie zbyt długo i zszedł był na paskudną chorobę zwaną parwowirozą, na długo wywołując u wszystkich psią traumę.

Po wielu pertraktacjach (Kary) i litrach wylanych łez (wiadomo;)) w naszym życiu pojawiła się ONA. I świat stanął na głowie.

No bo kto może przyprowadzić do domu mieszankę jamnika z kundlem, o wydatnym przodozgryzie (no dobra, trochę jej w uzyskaniu uzębienia pomogłyśmy), do tego rzucającą się literalnie na wszystko, co się rusza? Oczywiście, że my! W dowód wdzięczności już pierwszego dnia pies zdezerterował na teren pobliskiej budowy, próbując się okopać w betonie. Mama była wniebowzięta. Dozorca również.bordeaux-869032_1920

Zresztą, opowieści o dzielnej Miśce (bo tak nazywało się to cud-szczenię) każda z nas ma cały worek. Pies był kapryśny, nie znosił dzieci, rowerzystów, ani sąsiada z pierwszego piętra. Do tego nie posiadał za grosz instynktu samozachowawczego i był absolutnie niezniszczalny.

Kary: Serio, nic nie było w stanie jej wykończyć. Kiedyś wpadła pod rozpędzony samochód – wybił jej pół zęba. Fakt, przesiedziała dwa dni pod łóżkiem, ale PÓŁ ZĘBA!

Agu: Drugie pół doczekało sędziwej starości. A pamiętasz, jak zawisła na smyczy z drugiego piętra? Przeżyła zarówno moje usilne próby wciągnięcia z powrotem tą samą drogą, jak i skomplikowane operacje łapania za zadek od strony parteru…

Były też lekcje nurkowania na środku jeziora i dramatyczna pogoń za owcą w szkółce leśnej. Ze wszystkich opresji Michalina wychodziła z tarczą i dumnie wyszczerzonymi zębami. No dobra, na to drugie akurat nie miała wpływu.

Po ponad dekadzie bujnego życia, nasz kuriozalny zwierzak opuścił ten padół, a ja przyrzekłam sobie, że nigdy więcej nie wezmę żadnego czworonoga. Za żadne skarby. Nie i już. To nie na moje nerwy, nie wspominając o kieszeni. Trwałam w tym przekonaniu niemalże do połowy studiów. Ale wtedy Kary sprawiła sobie kota…

british-shorthair-1573559_1920

  • Kinga Perzyńska

    jestem kociarą do 10 lat, zakochałam sie w tych miodowych oczach i atramentowym futerku!!!! Jakie cudo!

    • Agnieszka

      Ten akurat nie nasz, ale myślę, że każda z lubością by go przygarnęła 🙂 U mnie dachowiec i czarna mamba 😉 Ale marzy mi się jeszcze jakiś rudasek albo właśnie brytyjski. Obawiam się jednak, że kocice by tego nie przeżyły 😀

  • Właśnie rozglądamy się za nowym kocim domownikiem, czekamy aż odnajdzie nas ten właściwy dachowiec, który nas sobie wybierze. 🙂

    • Polecam wizytę w schronisku 🙂 Choć istnieje spore ryzyko, że z jednym nie wyjdziecie 😉

  • Wolves On The Road

    Mamy psa i kota. Nie wyobrażamy sobie żeby ich nie było, bo kto skakałby przy nogach jak wracamy?! 🙂